środa, 13 stycznia 2010

Bratnia dusza pańskiego żelazka jest zasilana kradzionym węglem

S e s j a
s i ę
zbliża
DUŻYMI KROKAMI.
Strach strach strach. Wszyscy się boimy. Jesteśmy dosłownie sparaliżowani strachem. Tak bardzo, że nie ma bata- nie dosięgnę notatek, nikt nie dosięgnie. Wiele wskazuje na to, że do końca stycznia,a o lutym nie wspomnę stracimy wszelką zdolność do jakiegokolwiek ruchu. Ruchu nie będzie! Mamo, umiesz to sobie wyobrazić, że nam tak wszystkim zamrą wszystkie procesy?
Moja wyobraźnia nieustannie produkuje dziwne, odrywające mnie od pasjonującej lektury filozoficznej, wizje. Czytam sobie spokojnie o murzynie dającym się kąsać muchom jakimśtam w Afryce, aby dzielić ból świnek morskich,a w głowie mam ciągle Flight of Conchords (Na przykład to... ).To źle wróży mojemu egzaminacyjnemu sukcesowi.
Są tacy, którzy są, nie są zaś tacy których nie ma. Przyznaj, mocne.
A wczoraj odwiedził mnie i ksiądz i kolęda i dwóch wyjątkowo fałszujących ministrantów. Można się było łatwo domyślić, że będą fatalnie muzycznie, bo ksiądz doszedł jak tylko skończyli zawodzić- szczwany. Było całkiem zabawnie, dostałam obrazek i rodzice też dostali i chciałam spytać czy jamnik też swój dostanie, ale się powstrzymałam. Koniec końców podpieprzył mój, bo wlazł na biurko (alpinista)-przeżuł aniołkowi papierową głowę. Bezbożnik.
Kupię sobie Różowe Słonie.

1 komentarz:

  1. Sesja i kolęda - to co wszystkie tygryski lubią najbardziej...
    ...
    ..
    .
    w końcu świerze mięsko z księdza lub egzaminatora smakuje kazdemu tygryskowi.

    OdpowiedzUsuń